Nieco ponad rok temu, Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 26 stycznia 2006r. (II CK 378/05, „Wokanda” 2006/6, s. 8) wyraził swoje zdanie na temat art. 15 ust. 1 pkt 4 ustawy z 16 kwietnia 1993r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, mówiącego o pobieraniu „innych niż marża handlowa opłat za przyjęcie towaru do sprzedaży” – czyli o tzw. opłatach półkowych właśnie. Orzeczenie to dość kontrowersyjne, ale od czasu jego wydania sądy zaczęły przyjmować koncepcję przedstawioną przez SN i przyznają zwroty opłat dostawcom do hipermarketów. Pomimo dość ważnego znaczenia przedmiotowego wyroku, nie doczekał się on specjalnej analizy. Aż do teraz, kiedy to w kolejnym numerze czasopisma „Glosa – Prawo Gospodarcze w Orzeczeniach i Komentarzach” (numer 2/2007), ukazała się praca dr hab. Krystyny Szczepanowskiej-Kozłowskiej pt. „Pobieranie innych niż marża handlowa opłat za przyjęcie towaru do sprzedaży – glosa do wyroku Sądu Najwyższego z 26 stycznia 2006 r. (II CK 378/05) 105”. Ale po kolei.
Najpierw, dla tych co nie znają orzeczenia, wklejam trzy tezy, wynikające z owego orzeczenia, a pod tekstem jest jeszcze cała treść uzasadnienia:
Jak wspomniałem, po tym wyroku sądy zaczęły przyznawać rację dostawcom. Można o tym było przeczytać szerzej w jednym z niedawnych „żółtków”:
Wyroki zapadające w sądach rejonowych lub okręgowych, m.in. w Warszawie, Radomiu, Tychach, Katowicach, Piotrkowie Trybunalskim oraz w Rzeszowie, przyznają rację dostawcom (na razie są jeszcze nieprawomocne). Nakazują sieciom zwrot wielu milionów złotych wraz z odsetkami ustawowymi, lecz tylko za ostatnie trzy lata (roszczenia dostawców za wcześniejsze okresy uległy przedawnieniu).
Wcześniej jeszcze, Rzeczpospolita pisała też szerzej o podobnym orzeczeniu, wydanym przez jakiś Sąd Apelacyjny. Niestety podano tam tylko nr sygnaturki, bez daty i bez umiejscowienia sądu, więc nie wiem skąd pochodziło (jak by ktoś wiedział, to będę wdzięczny za info; w owym tekście podano tylko „sygn. I ACa 269/06″).
No tak, ale sądy swoje, a treść orzeczenia trochę pozostawia do życzenia. Mnie najbardziej na początku zaskoczyła śmiała teza, o zrównaniu naruszenia dobrych obyczajów z naruszeniem zasad współżycia społecznego, a tym samym, uznaniu, że umowy naruszające dobre obyczaje są nieważne. W tym miejscu należy więc po raz pierwszy odesłać do tekstu Pani Profesor, która bardzo ładnie rozprawia się z tym dość dziwnym stanowiskiem, konlkudując:
Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji ma charakter kompleksowy. Zakresem swej regulacji obejmuje ona przepisy mające na celu zapobieganie i zwalczanie nieuczciwej konkurencji w działalności gospodarczej, w czym również zawiera się regulacja odpowiedzialności cywilnej za dokonanie delikt w postaci czynu nieuczciwej konkurencji. Ze względu na powyższe należy uznać, że to przepisy kodeksu cywilnego, a nie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji mają w rozpatrywanym zakresie charakter posiłkowy.
Drugą rzeczą, na którą autorka glosy słusznie zwraca uwagę, to fakt, że SN „w swoich rozważaniach nie odniósł się do jednej z najistotniejszych bodaj kwestii na gruncie art. 15 ust. 1 pkt 4 uznk, a mianowicie do zakresu zastosowania tego przepisu i podjęcia próby wyjaśnienia co oznacza zawarte w nim sformułowanie >>inne niż marża handlowa opłaty za przyjęcie towaru do sprzedaży<<”. Rzeczywiście, brak jest ustaleń SN co do tego czym ma być np. owo „przyjęcie towaru do sprzedaży” (czy to sprzedaż, czy jakiś komis, umowa agencyjna?), co to właściwie ta marża handlowa jest (co może wchodzić w zakres tego pojęcia). W braku wypowiedzi SN, na te pytania próbuje odpowiedzieć komentatorka orzeczenia. Co do zasady słusznie. Z jednym jednak wyjątkiem.
Pani Profesor, uznaje bowiem m.in., że nie do zaakceptowania jest teza, że wszystkie świadczenia pieniężne dostawcy na rzecz kupującego, które nie będą stanowiły świadczeń wynikających stricte z umowy sprzedaży, będą stanowiły czyn nieuczciwej konkurencji. Takie stanowisko, wynika z nieco błędnego moim zdaniem założenia. Otóż glosatorka, opisując złożoność relacji między dostawcą (sprzedawcą) a hipermarketem, podaje, że:

Wszystko przez pośpiech, brak czasu i problemy z DNN’em – zapomniałem uzupełnić tekst o informacje, że także we wcześniejszej „Glosie” (nr 1/2007), był artykuł odnoszący się do powyższego orzeczenia SN – Igor B. Nestoruk – Opłaty „za przejęcie towarów do sieci sklepów” a ustawa o zwlaczaniu nieuczciwej konkurencji – glosa do wyroku SN z 26.01.2006 r. (II CK 378/05).
Jakby ktoś znał inne publikacje na ten temat, to niech wklei info.
Zgadzam się z Tobą. Twierdzenie o „”gwarancji” sprzedaży jest całkowicie chybione i chyba w następnym zdaniu już zanegowane przez samą glosatorkę.
A co do ograniczenia swobody umów, to moim zdaniem jest to sytuacja bardzo podobna do praktyk monopolistycznych. Zwróć uwagę na ekonomiczną nierównowagę sił w tej umowie… Hipermarket jako podmiot dominujący na rynku (niezależnie jakim i czy jest to jeden czy kilka) jest de facto monopolistą w zakresie odbioru produktów od dostawców, dlatego powinny być stosowane do niego quasi-zasady wywodzące się z prawa monopolowego.
Dobrze że sąd poszukał możliwości ukrócenia tej praktyki chociaż zrównania pojęcia dobrych obyczajów z ZWS jest doprawdy śmiałe
Ciekawy komentarz!
Jedna uwaga: pisze Pan „Ja natomiast reprezentuję raczej (na razie;) dostawców i sprzedawców”. Skoro tak to nie moge zrozumiec w oparciu o jakie doswiadczenia stwierdza Pan za chwile „Okazuje się bowiem, że ogromna większość dostawców do hipermarketów jest na tych relacjach stratna”. Moje doswiadczenie nie podpowiada mi przypadkow „glosnych” upadlosci dostawcow sieci. Nie dysponuje na ten temat blizszymi danymi (pewnie sa takowe badania rynkowe), ale na podstawie obserwacji (obu stron!) widze raczej dosyc zgodne wspolzycie z korzysciami dla obu stron. Oczywiscie w sytuacjach walki cenowej miedzy sieciami te ostatnie wywieraja presje na dostawcow; posuniecie sie jednak do granic wymuszania cen „ponizej kosztow” to bardzo ryzykowne przedsiewziecie; pokazuje to szereg przypadkow z Niemiec, USA czy Wlk. Bryt.
Niestety SN ani tez sady nizszej instancji – z calym szacunkiem – nie przeanalizowaly mechanizmu „polkowego” od strony ekonomicznej, nie zastanowily sie takze nad tym, ze to dosyc zlozona praktyka a „polkowe” „polkowemu” nie rowne…
Oczywisie uwaga o stosowaniu prawa antymonopolwego jest w obecnej sytuacji na rynku sieci marketow calkowicie nietrafna. Jak rynek sie troche pokonsoliduje, moze wtedy Prezes UOKiK bedzie mial pole do dzialania.
Wróciłem raz jeszcze do Pańskiego artykułu, opublikowanego w „Glosie” nr 1/2007, którego istnienie zaznaczyłem powyżej. Jak rozumiem, umieszczony teraz komentarz jest pewną kontynuacją myśli wyrażonej w tymże artykule, gdzie wskazuje Pan m.in. iż „w orzeczeniu nie znajdziemy jednak żadnych bliższych danych pozwalających choćby w przybliżeniu zarysować ramy tej sytuacji, w jakiej znalazły się podmioty toczące spór. W szczególności orzeczenie milczeniem pomija kwestię towarów (ich ilość, czy wartość) będących przedmiotem ocenianych umów. Pomija także sprawę faktycznej – określonej na podstawie obiektywnych ekonomicznych kryteriów – pozycji rynkowej obu przedsiębiorców (…) Najczęściej poprawne określenie tej pozycji wymaga więc zindywidualizowanego podejścia (case-bycase approach) do każdego przypadku podejmowanych na rynku działań”.
Całkowicie się z tym zgadzam, dlatego właśnie, w odpowiedzi na sugestie Pani Profesor odnośnie roli i gwarancji stwarzanych przez hipermarkety dla dostawców/ sprzedawców, chciałem przedstawić jak się to ma z pozycji czysto ekonomicznej właśnie. Niestety nie bardzo mogę podawać konkretne przykłady klientów (tu P.T. Czytelnicy muszą mi zawierzyć), więc przywołałem również kilka wypowiedzi innych (średnich, czy małych) przedsiębiorców, którzy wprost i bardzo dosadnie wypowiadają się w tej kwestii.
Trzeba jednak poczynić tu jeszcze co najmniej dwie istotne uwagi. Po pierwsze napisałem, że „większość dostawców” jest stratna na tych relacjach z hipermarketami (względnie, nie osiąga zadowalających zysków). To z pewnością uproszczenie, bo nie mam żadnych takich statystyk. Może nie jest to wcale większość, a tylko moje doświadczenia na to wskazują (znam też jeden przypadek upadłości, acz – rzecz jasna – nie spowodowany tylko „opłatami półkowymi). Trzeba też dodać, że wśród znanych mi przykładów są też oczywiście takie, które na współpracy z sieciami sklepów bardzo zyskują. Trudno powiedzieć od czego to wprost zależy. Po części od charakteru towaru, po części od zaplecza przedsiębiorcy (umożliwiającego np. sprostanie wyszukanym wymaganiom hipermarketów – choćby w zakresie różnych zmian/ urozmaiceń/ wymysłów logistycznych) itd. Stąd jak najbardziej – jeszcze raz się potwierdza – konieczne jest gruntowne badanie relacji ekonomicznych (szeroko pojętych) w konkretnym przypadku.
Po drugie – i tu jestem niemal całkowicie pewien – duża część opłat to nic innego jak (przepraszam za kolokwializm) „pic na wodę”. Szczególnie szeroko ujmowane w umowach „opłaty marketingowe” które opiewają nawet na kilkanaście tysięcy złotych i więcej (w zależności od szeregu czynników), niejednokrotnie sprowadzają się jedynie do umieszczenia towaru w gazetce sklepowej raz na …. kilka miesięcy.
Podsumowując: badanie kryteriów ekonomicznych, wzajemnych oddziaływań, czynników zewnętrznych – tak, aprioryczne przyjmowanie zwiększonych szans na sprzedaż produktów dzięki (odpłatnej) wiedzy hipermarketów – nie.