Nowe paragrafy dla Internetu

Jakiś tydzień temu w dzienniku Rzeczpospolita ukazał się mój artykuł pt. „Nowe paragrafy dla Internetu„. Na stronie Kancelarii zapowiedziałem małe wyjaśnienia, co też niniejszym czynię.

Po pierwsze muszę wyjaśnić, że artykuł powstał właściwie w dacie opublikowania Projektu założeń do projektu ustawy o zmianie ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (skierowanego do rozpatrzenia przez Komitet ds. Europejskich), a więc 26 lub 27 stycznia. To, że publikacja ukazała się po tylu dniach, to droga którą musiał ten tekst odbyć ode mnie do Fundacji Panoptykon, z Panoptykonu do Rzepy, a Rzepa … no a Rzepa co kilka dni mnie informowała, że to już, już będzie, po czym było dopiero 17 stycznia…. No, ale w sumie bardzo się cieszę, że ostatecznie i tak się okazało (przy okazji, na stronie MSWiA jest już nowsza wersja założeń).

Druga rzecz, to stwierdzenie (dla tych co cokolwiek publikowali pewnie dość oczywiste, ale dla innych może wymagające wyjaśnienia), że tekst do gazety takiej jak Rzepa (mimo ogromnego dla niej szacunku, jako prezentującej najwyższy chyba poziom publikacji prawnych w prasie codziennej) wymaga dużych skrótów i uproszczeń. Co oznacza, że nie wszystko co pierwotnie napisałem, ostatecznie w wydaniu papierowym i internetowym się ukazało.

Po trzecie, nie jest też specjalną tajemnicą, że spora cześć tak tekstu, który się  ostatecznie ukazał i który był w moich założeniach, odzwierciedlał stanowisko Fundacji Panoptykon, z którym można zapoznać się tutaj, a o którym wspominałem na blogu (do czego odsyłam wraz z wymienionymi tam podziękowaniami).

Wreszcie po czwarte, tu zaczyna się meritum;), artykuł w Rzeczpospolitej dotyka głównie dwóch kwestii. Pierwsza z nich to swoista krytyka braku postawienia kropki nad „i” w formułowaniu procedury notice and takedown, tj. głównie przez brak określenia, że aby ta procedura była pełna i jasna potrzebne jest jej zakończenie w taki sposób, że zgłaszający naruszenie (wiarygodną wiadomość) będzie ostatecznie zobowiązany do wystąpienia na drogę sądową, aby cały ten proces był skuteczny, a nie tylko do „podjęcia czynności prawnych mających na celu ochronę naruszonych praw”. Tym bardziej, że ja nie wiem np. co to tak naprawdę znaczy (por zresztą dość podobnie np. Olgierd Rudak).

Druga kwestia zaś, dotyczyła problemu może nieco mniej zauważanego, ale jednak – jak mi (czy nam, w Panoptykonie) wydaje, nie mniej ważnego. Otóż, piszę w artykule coś takiego:

Jeśli teraz do istniejących wyłączeń dopisujemy wyszukiwarki i hiperłącza, dlaczego nie uregulujemy także usług polegających na dostarczaniu platform społecznościowych i podobnych rozwiązań typu Web 2.0? Co zrobimy, jeśli wkrótce pojawią się nowe rodzaje usług, np. Web 3.0? Przy utrzymaniu takiego modelu kazuistycznego wyliczenia typów usługodawców, którzy korzystają ze zwolnienia z odpowiedzialności za treść, może się okazać, że cały szereg już istniejących i nadchodzących usług internetowych nie da się zaklasyfikować według ustawowych szufladek. Czy w takiej sytuacji znów będziemy zmuszeni czekać kilka lat, aż ustawodawca zdecyduje się dokonać nowelizacji – nowelizacji, która i tak nie nadąży za rozwojem technologii i społeczeństwa informacyjnego?

To wymaga pewnego rozwinięcia. Najpierw chciałem napisać dłuższe wyjaśnienia, ale że właśnie pracuję nad pewnym opracowaniem o hostingu i mam ogrom materiałów, chciałem się podzielić jednym cytatem, zza oceanem, który pokazuje, że do podobnych wniosków doszli już Amerykanie. Oni jednak, nie do końca wyciągnęli z tego wnioski. Czy nam się uda? Mam nadzieję, że tak, jakkolwiek wymagałoby to najpewniej zmian nie tylko na poziomie prawa krajowego, ale też i wspólnotowego. Tak czy inaczej, oto cytat:

Nonetheless, the DMCA safe harbors have a number of problems. First, they were drafted in 1998 to carve out specific intermediaries, rather than creating a general protection for Internet intermediaries hosting, passing through, or linking to the content of another. As a result, they almost immediately became obsolete as new technologies – most notably p2p networking – were developed. As new business models develop, and as companies in the existing categories change the way they work, the specific categories of the DMCA are likely to be less and less relevant. Thus, a potential advantage of the DMCA approach – the fact that it treats different types of intermediaries differently – has become over time a problem instead.

[Mark A. Lemley, Rationalizing Internet Safe Harbors, "Journal of Telecommunications and High Technology Law", Vol. 6, p. 101, 2007  Stanford Public Law Working Paper No. 979836  - http://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=979836&]

Obrazek ze strony http://www.flickr.com/photos/philwolff/4694309910/

Tematy które też mogą Cie zainteresować

Możliwość komentowania jest wyłączona.

« »