Doktor nauk prawnych – Piotr Wasilewski

Najpierw miałem dać tytuł tylko ograniczający się do słów „doktor nauk prawnych”, a nuż ktoś by pomyślał, że to może o mnie chodzi. Ale niestety, przynajmniej jeszcze nie. W każdym razie, od razu ogłaszam, gratuluję i cieszę się niezmiernie, że mój bardzo bliski kolega Piotr Wasilewski dnia 5 grudnia 2011r. obronił na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego pracę doktorską i uzyskał tytuł doktora nauk prawnych (który, o ile pamiętam, zostanie mu uroczyście wręczony za kilka dni, bo 19 grudnia).

Na obronie udało mi się być obecnym i muszę przyznać, że było warto. Pamiętam obronę swojej pracy magisterskiej, która może nie była najłatwiejsza (czyli np. nie dostawaliśmy żadnych pytań wcześniej, czy coś takiego, co – z tego co wiem – na innych uczelniach się zdarza), ale bez porównania był to „pikuś” w porównaniu do obrony doktoratu. Po pierwsze, co zasadniczo jest wiadome, taka obrona jest publiczna, co oznacza, że właściwie każdy może na taką obronę przyjść i zadać pytanie. Piotrkowi nikt wprawdzie z publiczności pytań nie zadawał, ale zawsze to większa trema występować przed pełną salą niż przed kilkoma osobami.

Po drugie, prócz promotora i recenzentów jest też komisja, która – w opisywanym przypadku – składała się bodaj z 7 czy 8 osób, a wśród nich takie znakomitości jak dr hab. Elżbieta Trapleprof. dr hab. Bogusław Gawlik, dr hab. prof. UJ Andrzej Kubas, czy prof. dr hab. Mirosław Stec. No i te znakomitości pytania już zadawały, a czasami (czy nawet w większości!) nie były one proste, często polegały na wyrażeniu przez pytającego własnego poglądu na dane zagadnienie.

Recenzentami byli prof. dr hab. Janusz Barta oraz prof. dr hab. Jacek Sobczak i obaj ci profesorowie w swych wywodach podnosili różne uwagi wobec pracy Piotrka, zarówno co do warsztatu, jak i meritum, ale ostatecznie obie recenzje były bardzo pozytywne. Jakkolwiek trzeba jeszcze dodać, że i recenzenci zadawali swoje pytania, które do prostych nie należały. Zwłaszcza prof. Sobczak zagadnął o jakieś orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, które nie wiem dlaczego należało znać, ale też – to już bardziej w kontekście rozprawy Piotrka – o ocenę karykatur Mahometa (a wg Profesora raczej Muhamada). To pytanie było ciekawe jeszcze z innej przyczyny. Otóż, jak mi później powiedziano, Pan Profesor jest muzułmaninem, ale z racji bycia potomkiem tatarskim. Nie mam pojęcia jednak czy to prawda, aczkolwiek tytuł habilitacji Profesora może na to wskazywać, podobnie jak np. fakt bycia promotorem rozprawy doktorskiej Selima Chazbijewicza.

Tak czy inaczej, po autoreferacie Piotrka, po wystąpieniach recenzentów, po ich pytaniach i naradzie, ostatecznie jednogłośnie (brawo!) uznano, że Piotr obronił się należycie i tytuł doktora należy mu się jak najbardziej.

A sama praca? No tak, jej tytuł to „Cywilnoprawne granice twórczości satyrycznej w prasie”, a promotorem była (podobnie jak u mnie jest) prof. dr hab. Ewa Nowińska. Całej pracy jeszcze nie znam, kiedyś dostałem jakieś fragmenty od Piotrka oraz dysponuję spisaną wersją jego, wspomnianego autoreferatu (może pozwoli to opublikować tutaj, muszę się spytać). Na tej podstawie mogę z pewnością powiedzieć, że praca jest bardzo ciekawa i śmiała. Ciekawa głównie pod względem prezentacji satyry i analizę pod kątem głównie językoznawstwa, polonistyki, etc. Fakt, że te wywody są raczej wtórnym referatem rozważań innych autorów, nie-prawników, ale to wg mnie jest w pełni uzasadnione. Efektem w każdym razie tych dociekań jest stwierdzenie, że satyra nie jest już (jak to było pierwotnie) rozumiana w sposób gatunkowy, lecz stanowi raczej cechę, właściwość – „satyryczność” (jakkolwiek to określenie nie podobało się zwłaszcza Profesorowi Barcie) – skrótowo określaną mianem satyry. Co więcej, satyra jest szczególnym rodzajem krytyku, tyle że zakamuflowanym, wobec czego w stosunku do satyry uzasadnione jest stosowanie mechanizmów wypracowanych na potrzeby krytyki (choć z uwzględnieniem pewnej jednak specyfiki wypowiedzi satyrycznej).

Natomiast część stricte prawnicza przynosi ową śmiałą tezę, wedle której satyra uchyla bezprawność naruszeń (dóbr osobistych, czy prawa autorskiego), a niekiedy nawet uchyla w ogóle zarzut naruszenia. Ta ostatnia tez jak wspominam, wywoływała największe emocje wśród członków komisji egzaminacyjnej, ale jak wiemy, nie miało to ostatecznie negatywnego wpływu na ocenę pracy.

Jeszcze raz Piotrku gratuluję Ci bardzo serdecznie i gorąco. Mam nadzieję, że znów „naładowałem trochę swoje baterie” i znajdę siły i czas, żeby ukończyć moją pracę i – daj Boże – także ją tak pięknie obronić.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

« »