Dzierżawa praw autorskich i wystawa jako utwór

Stosunkowo niedawno, bo 26 stycznia 2011r. Sąd Najwyższy wydał bardzo ciekawy wyrok z zakresu prawa autorskiego. Oczywiście nie znajdziemy go na oficjalnych stronach SN, bo wiadomo jak to jest z publikacją judykatów (por. raport FOR). Szczęśliwie mam dostęp do tzw. „komercyjnych baz danych prawniczych”, dzięki czemu mogłem zapoznać się z treścią tego rozstrzygnięcia, opublikowanego w LEX’ie pod numerem 738126. Ale samolubny nie będę i chętnie podzielę się tym co mam z moimi PT Czytelnikami, których zachęcam do lektury.

A lektura bardzo ciekawa trzeba przyznać. Z kilku powodów. Po pierwsze, choć czytania trochę jest to widać, że szczęśliwie, choć i Sądowi Najwyższemu zdarzają się wpadki, to jest to jednak ostatnia instancja rozsądku i rzetelnego podejścia do sprawy. Na gruncie bowiem ustalonego stanu faktycznego, o ile Sąd Okręgowy całkiem nieźle poradził sobie z analizą, to Sąd Apelacyjny poczynił tam cuda. Z tego drugi wniosek od razu, że nie zawsze Sąd Apelacyjny jest lepszy od sądów niższych instancji i jeszcze wniosek trzeci: czasem trzeba „bić się do ostatniej kropli krwi”, a więc skarżyć wyroki, nawet jak już są prawomocne….

Czwarty wniosek jest nie mniej ważny, choć z innej kategorii, mianowicie, okazuje się, że tak jak w opisywanym przypadku, tak i w bardzo dużej części sporów, do rozstrzygnięcia zagadnień z dość wąskich dziedzin, takich jak prawo autorskie właśnie, znaki towarowe, czy nieuczciwa konkurencja, wcale nie najważniejsza jest specjalizacja i dogłębna wiedza z mniej lub bardziej niszowej dziedziny, ale … znajomość elementarnych reguł i podstaw prawnych. W rozpoznawanej przez Sąd Najwyższy tutaj sprawie okazało się, że tak naprawdę kluczowe dla wszystkiego było prawidłowe zastosowanie reguł wykładni oświadczeń woli, które wynikają z kodeksu cywilnego i które znane są adeptom prawa na drugim roku studiów. A tutaj, Sąd Apelacyjny poczynił takie ustalenia i przeprowadził takie wnioskowania, że ani one nie wynikały z bezpośredniego brzmienia umowy zawartej miedzy stronami, ale nie miały też pokrycia w ich intencjach, a do tego opierał się na analizach…których w ogóle nie przeprowadził. Wydaje mi się, że fajnie byłoby to uzasadnienie SN pokazywać na jakich zajęciach w ramach case studies.

Ale prócz powyższych kwestii, omawiane orzeczenie przynosi tam jeszcze dwie, już stricte prawno-autorskie tezy. Pierwsza z nich dotyczy tego, czy wystawa fotografii może stanowić utwór zależny. Tutaj SN odpowiedział tak:

Wystawa fotografii może stanowić opracowanie w rozumieniu art. 2 ust. 1 ustawy z 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Podobnie jednak, jak w wypadku innych dzieł, końcowa ocena zależy od wyniku badania dokonanego pod kątem ustawowych kryteriów utworu, przy uwzględnieniu, że także w definiowaniu opracowania podstawową rolę odgrywa przesłanka twórczości.

A więc nie wykluczono takiej możliwości, choć jednoznacznego stanowiska brak. Wynika to przede wszystkim z faktu, że sąd I instancji, o ile zaakceptował taki pogląd, to jednak bez szerszego uzasadnienia. Sąd drugiej instancji natomiast wyraził co do tego wątpliwość, lecz jednoznacznego stanowiska nie zajął. Dlatego będzie to wymagało wyjaśnienia przy ponownym rozpoznaniu sprawy (taka jest zresztą sentencja wyroku SN).

Nie chcę tutaj przesądzać jednoznacznego stanowiska w tej sprawie, choć raczej miałbym opory przed uznaniem wystawy jako utworu zależnego. Zauważyć też trzeba, że mimo takiego trochę dość ambiwalentenego wydźwięku tezy orzeczenia, w motywach znalazło się dużo bardziej restrykcyjne jej rozwinięcie. I tak, za SN trzeba zauważyć, że:

zakwalifikowanie wystawy fotografii jako utworu zależnego wzbudza istotne trudności. Co prawda dochodzi w takim wypadku do wykorzystania, „przejęcia” utworu macierzystego (fotografii), który pozostaje rozpoznawalny, a każda eksploatacja wystawy jest jednocześnie eksploatacją fotografii, trudno tu jednak mówić o przekształceniu, przerobieniu czy ingerencji w cudzy utwór w takim rozumieniu, jakim zazwyczaj charakteryzuje się opracowanie na tle powołanego przepisu. Ponadto, każda wystawa wymaga podjęcia licznych czynności, takich jak układ fotografii, sposób ich rozmieszczenia, podpisy, kolorystyka, oświetlenie i temu podobne, lecz najczęściej czynności te wymagają zaangażowania umiejętności o charakterze technicznym i chociaż niewątpliwie „fachowym”, to nie znaczy – twórczym, cechującym się inwencją artystyczną.

Druga teza, wyłuszczona przez redaktorów LEX’a odnosi się do – także sygnalizowanej w tytule wpisu – możliwości dzierżawy majątkowych praw autorskich i brzmi z tak:

Unormowanie w prawie autorskim umów mających za przedmiot prawa autorskie nie eliminuje stosowania przepisów kodeksu cywilnego, w tym jego części szczególnej. Nie jest więc wykluczone zawieranie umów innych, aniżeli przewidziane w prawie autorskim umowy o przeniesienie autorskich praw majątkowych albo umowy o korzystanie z utworu (licencyjne), przy uwzględnieniu specyfiki praw autorskich. Nie ma też więc podstaw do wyłączenia – z zasady – dopuszczalności ustanowienia dzierżawy na prawach autorskich, oczywiście przy spełnieniu przesłanek określonych w art. 709 k.c. Dzierżawa musiałaby obejmować przynajmniej jedno pole eksploatacji i związaną z nim możliwość uzyskiwania pożytków, na przykład dawać dzierżawcy prawo odpłatnego wystawiania utworu.

Problem ten wyniknął znów na skutek twierdzeń Sądu Apelacyjnego, który twierdził m.in., że dzierżawa praw autorskich (a tak swój stosunek określały strony sporu w łączącej je umowie) jest niedopuszczalna, albowiem „zmiana art. 50 Prawa autorskiego i pominięcie wcześniej przewidywanego pola eksploatacji w postaci dzierżawy wskazuje >>na ocenę prawodawcy, że odwoływanie się wprost do umowy dzierżawy jest nieadekwatne<<„.

I rzeczywiście, do 2003 w ustawie występowało pojęcie dzierżawy, jako odrębnego pola eksploatacji, ale później ono znikło. Ale jak słusznie wskazał SN: „przepis ten, wymieniający dzierżawę (obok najmu) jako odrębne pole eksploatacji, był uznawany za regulację jednego ze sposobów korzystania ze zwielokrotnionych egzemplarzy dzieła, a wątpliwości i kontrowersje budził ze względu na swą nieodpowiedniość w stosunku do pojęcia dzierżawy w rozumieniu kodeksu cywilnego. Dlatego obecnie, w art. 50 ust. 3 Pr. aut., polami eksploatacji w zakresie obrotu oryginałem albo egzemplarzami, na których utwór utrwalono, są użyczenie albo najem”. Jednakże: „ta zmiana nie wyjaśnia występującej w sprawie kwestii dzierżawy prawa autorskiego. Unormowanie w prawie autorskim umów mających za przedmiot prawa autorskie nie eliminuje stosowania przepisów kodeksu cywilnego, w tym jego części szczególnej”.

No i tutaj trzeba się zgodzić. Natomiast w orbicie problemu z dzierżawą powstaje inny problem, tj. rozstrzygnięcie kwestii stosunku unormować kodeksu cywilnego dotyczącego dzierżawy do przepisów ustawy o prawie autorskim w zakresie ograniczeń w swobodzie kontraktowania. Aby wyjaśnić, w czym leży problem, pozwolę sobie zacytować fragment monografii prof. Elżbiety Traple, pt. Umowy o eksploatację utworów w prawie polskim:

Powstaje jednak dość istotne pytanie, czy do wszystkich umów dotyczących korzystania z utworu znajdują zastosowanie ograniczenia swobody umów zawarte w rozdz. 5 ustawy, czy też użytkowanie i dzierżawa są spod tego reżimu wyłączone, skoro w rozdziale tym ustawodawca reguluje wyłącznie umowy przenoszące majątkowe prawa autorskie i umowy licencyjne. Uznanie, że umowy dzierżawy lub użytkowania praw nie podlegają reżimowi uregulowanemu w rozdz. 5 pr. aut., powodowałoby bardzo łatwe obejście norm o charakterze bezwzględnie obowiązującym, których celem była szczególna ochrona słabszej strony umowy. W przypadku użytkowania odwołanie się przynajmniej do części przepisów rozdz. 5 pr. aut. wynika z art. 265 § 3 k.c., który do ustanowienia użytkowania na prawie każe stosować odpowiednio przepisy o przeniesieniu tego prawa. W przypadku dzierżawy brak wyraźnej podstawy do stosowania przepisów z rozdz. 5 pr. aut. W zasadzie nanie, że wszystkie umowy dotyczące korzystania z utworu, których stroną jest twórca, podlegają ograniczeniom w zakresie swobody kształtowania ich treści zawartym w rozdz. 5 ustawy. Zatem, skoro w art. 265 § 3 k.c. znajdujemy podstawę do stosowania ograniczeń przeniesienia praw, umowa ustanawiająca użytkowanie na prawach majątkowych autorskich byłaby w pełni dopuszczalna, natomiast brak takiej podstawy w przypadku dzierżawy powodowałby przyjęcie, że umowa dzierżawy jest dopuszczalna tylko w obrocie wtórnym, gdzie nie ma konieczności stosowania przepisów o ochronie słabszej strony umowy.

Na zdjęciu gmach Sądu Najwyższego (tzw. kariatydy na tyłach budynku), autorstwa Wojciecha Muła (na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported, 2.5 Generic, 2.0 Generic and 1.0 Generic license).

Poniżej pełna treść uzasadnienia wyroku:
wyrok_sn_IV CSK 274-10

Możliwość komentowania jest wyłączona.

« »