I jeszcze o opłatach półkowych (samozadowolenie i krytyka)

Po części to jakaś forma kontynuacji poprzedniego wpisu, choć były też i inne traktujące o tej samej niemal tematyce. A wszystko za sprawą kolejnego sukcesu (to ta część poświęcona samozadowoleniu właśnie). Oto bowiem, 25 kwietnia br. Sąd Okręgowy w Poznaniu (akurat znów) uwzględnił (praktycznie w całości) powództwo reprezentowanego m.in. przeze mnie klienta, zasądzając na jego rzecz w sumie nieco ponad milion złotych. No ale nie od tego mam niniejszego bloga-nie-bloga być chwalić i sukcesami szczycić, ale by coś ciekawszego Czytelnikom od czasu do czasu przynieść. No więc proszę.

Dla odmiany będzie o … opłatach półkowych, jakże by inaczej. Ale trochę z drugiej strony. Tzn. od strony takiej, w której okazało się, że nie zawsze można nawet z pozoru proste sprawy wygrać. Fakt bowiem faktem, utarło się nieco mylne przekonanie, że żądania zwrotu opłat półkowych, marketingowych, promocyjnych, urodzinowych (plus jeszcze jakieś 70, często finezyjnie wymyślnych nazw, przez które dotychczas przebrnąłem) uwzględniane są niejako z automatu. A nie jest to prawda.

Spór to spór, każdy ma swoje racje i trzeba je wybronić. Do tego dochodzi procedura, czasem kładąca kłody pod nogi przedsiębiorcom (chyba szczęśliwie już wycofana, choć jaka będzie nowa praktyka – nie wiadomo), a czasem po prostu ludzie. Jak to mawiał wspaniały mój wykładowca na aplikacji (gdzieś to chyba już pisałem, że niestety jeden z nielicznych w całej masie ludzi kompletnie nieprzygotowanych do prowadzenia jakichkolwiek zajęć) SSA Mieczysław Brzdąk: „sędzia też człowiek”. I jak nie klientowi, jak nie pełnomocnikowi, to może czasem i sędziemu może coś – mówiąc łagodnie – nie wyjść.

Czasem szczęśliwie jest apelacja, ale czasem … No właśnie, pytanie co jeśli Sąd Apelacyjny… Pytanie postawione nie bez przyczyny, bowiem pod koniec roku 2011 Sąd Apelacyjny w Warszawie, konkretnie w dniu 28 października 2011r., w sprawie oznaczonej sygnaturą akt VI ACa  392/11, w składzie SSA Anna Orłowska, SSA Ewa Śniegocka oraz SSA Ewa Klimowicz – Przygódzka wydał wyrok oddalający żądania powoda, które na pozór nie różniły się zasadniczo od (podejrzewam dziesiątek, a może setek) podobnych pozwów, kierowanych do różnych sądów na terenie kraju od kilku lat. Co więcej Sąd Apelacyjny rozstrzygał apelację od wyroku Sądu Okręgowego, który powództwo uwzględnił.

Orzeczenie to wywołało pewne, powiedziałbym, poruszenie wśród zainteresowanych. Choć nie było to właśnie wcale pierwsze orzeczenie oddalające żądanie zwrotu zakazanych opłat, to zostało w jakiś sposób nagłośnione, ukazały się bodaj jakieś artykuły w prasie fachowej, a nawet chyba Dziennik Gazeta Prawna o tym pisała (znalazłem jeden tekst tego dotyczący, ale na pewno były i inne). W efekcie wielkie sieci handlowe i reprezentujący je prawnicy zaczęli rozpowszechniać (tak między sobą, jak i na zewnątrz) tę radosną dla nich nowinę, a „po drugiej stronie” wystąpiło zaniepokojenie.

W takiej sytuacji nie pozostawało nic innego jak dotrzeć do treści uzasadnienia rzeczonego judykatu. Nie było to na szczęście nazbyt trudno, to Sąd Apelacyjny (chwała mu za to i oklaski i przykład do naśladowania przez innych) publikuje część swoich orzeczeń na stronie internetowej. Gorzej, że trudniejsza okazała się sama lektura. A to dlatego, że tak naprawdę to ja nie wiem dlaczego to powództwo oddalono…

Kto chce może sobie przeczytać całość i samemu ocenić. Mi nie chciało się robić do tego glosy, ale kilka najważniejszych moich uwag wplotę w niektóre cytaty, które przytaczam poniżej. I tak, na początek tylko, przywołam pokrótce to co miał stwierdzić Sąd Okręgowy (a co przynajmniej znajdujemy w opisie SA). A ustalił on m.in., że powód:

Podniósł, że przedmiotem postanowień wynikających z umowy i załączników do niej były obciążające go na rzecz pozwanego płatności, które przybierały formę opłat za usługi marketingowe, transportowe, „otwarcia”, „reotwarcia”, „premii rocznej”, „usługi merchandisingowej” i „konsultacji handlowych”, a były ukrytymi opłatami z tytułu dopuszczenia towarów do sprzedaży. Dalej wyjaśnienie, że: „Wartość usług promocyjnych i reklamowych wynosiła 7% obrotu, zaś usług MIS 3% obrotu. Jednostkowa wartość usługi CRM 1 wynosiła 20.000 zł i 10.000 zł, a jednostkowa wartość usługi konsultacji handlowej wynosiła 1.000 zł. Załącznik nr 1 do umowy rabat na otwarcie placówki handlowej dla dostaw na zakwaterowanie określał na 3%, a rabat promocyjny na 3% ceny zakupu”

W takim stanie rzeczy (oczywiście powyższe to skrót skrótów), SO stwierdził, że:

Nazwanie opłat z tytułu dopuszczenia towarów do sprzedaży opłatami za „usługi marketingowe, promocyjne, transportowe, merchandisingowe”, „konsultacji handlowych”, „usług MIS”, „otwarcia” i „reotwarcia”, „premii rocznych” nie oznacza niemożności zakwalifikowania ich jako „opłat półkowych”, których pobieranie stanowi czyn nieuczciwej konkurencji opisany w art. 15 ust. 1 pkt 4 u.z.n.k.. Płatności z nich wynikające nie były związane z ilością towarów, zakresem, przedmiotem czy czasem trwania umowy, a wyłącznie z dokonaniem przez stronę pozwaną zamówień na towary.

Faktem powszechnie znanym pozostaje jednak, iż gazetki wydawane przez duże sieci handlowe gazetki reklamowe „ogniskują” zainteresowanie klienta na danym towarem ze względu na atrakcyjność jego ceny, a nie ze względu na pochodzenie od danego producenta, w tym przypadku spółki „[…]”.

Wydawanie przez pozwanego gazetek Sąd uznał wyłącznie za promocję prowadzonej przezeń działalności gospodarczej, a nie za działania mające na celu promocję produktów powoda. Podanie w gazetce firmy strony powodowej spełnia bowiem w działalności handlowej wymogi z zakresu informacji i nie jest realizacją usługi reklamy. Reklama produktów winna bowiem „wydobywać” cechy specyfikujące produkt, uwydatniające jej „wyższość” nad innymi produktami obecnymi na rynku, ale taka sytuacja nie zaistniała w sprawie niniejszej. W ocenie Sądu rzeczywistym celem zawarcia umowy w takiej postaci jest pozyskanie dodatkowych opłat za wprowadzenie towaru do obrotu.

 

Nie zgodził się z tym jednak, jak już wiemy, SA, który uznał apelację od rozstrzygnięcia sądu I instancji za zasadną. Niejako na wstępie, Sąd Apelacyjny zauważył, że:

Zakładając, że część poniesionych przez powoda na rzecz pozwanego opłat są rzeczywiście nienależnymi świadczeniami, to należałoby odjąć od wynikającej z faktur kwoty łącznej wartość faktycznie wykonanych przez pozwanego usług. Nie wiadomo, jaką wartość przedstawiały te usługi, żadna ze stron tego nie wykazała, Sąd nie żądał takiego zestawienia uznając, że wszystkie opłaty pobrane przez pozwanego podlegają zwrotowi na rzecz powoda. Sąd Okręgowy nie rozważył, czy pozwany rzeczywiście świadczył wymienione usługi na rzecz powoda i czy powód osiągnął jednak jakąś korzyść z tych usług.

 Tu pierwsza moja uwaga. Otóż, dotychczasowe orzecznictwo, albo uznaje, że opłaty półkowe są zakazane „bo tak” (czyli „zawsze i wszędzie”), albo że są zakazane, chyba że okaże się, że usługi były ekwiwalentne (a więc, że za ponoszone koszty faktycznie były wykonywane jakieś usługi, które przynosiły realne korzyści nie sieci, ale dostawcy właśnie). W tym drugim przypadku mamy jednak ewidentne przerzucenie ciężaru dowodu. Jeśli sieć chce uwolnić się od odpowiedzialności, to powinna wykazać ekwiwalentność. Tymczasem SA, nie bardzo wiadomo na jakieś podstawie (przynajmniej nie wyrażonej w motywach uzasadnienia) zdaje się sugerować, że taki obowiązek i tak spoczywa na powodzie, z czym – w świetle dotychczasowej praktyki – nie sposób się absolutnie zgodzić.

Dalej SA pisze jednak jeszcze tak:

Strony współpracowały ze sobą przez wiele lat (od 1994r), ale dopiero teraz spółka […] zdecydowała się wystąpić z pozwem przeciwko […], co może świadczyć o zewnętrznej inspiracji do takiego działania.

Pozwany sugeruje, iż powód pozostawał pod wpływem korzystnych dla producentów wyroków i ich uzasadnień i dlatego postanowił także spróbować „szczęścia” – nie jest to wykluczone, choć trzeba wziąć pod uwagę szereg innych możliwych czynników, jak pojawienie się nowych uregulowań prawnych i orzecznictwa w tym względzie, upływ czasu, zmęczenie dodatkowymi opłatami, nabranie przekonania o ich nieprawidłowości, itp. Z zeznań świadków nie wynika jednak, aby powód zgłaszał jakiekolwiek zastrzeżenia co do jakości usług świadczonych przez pozwanego lub co do wysokości pobieranego za te usługi wynagrodzenia. Trzeba też wziąć pod uwagę, iż powodowa spółka od kilku lat jest w stanie restrukturyzacji i szuka korzystnych dla siebie rozwiązań. Być może jednym z nich było wytoczenie niniejszej sprawy.

Szczerze mówiąc, to jeden z dziwniejszych fragmentów. Co ma motywacja i inspiracje do oceny zasadności powództwa? Gdyby jeszcze ustawa uzależniała skuteczność żądań od dobrej/złej wiary, czy coś podobnego. Ale tutaj nie mamy z tym do czynienia. A już przytaczanie rzekomych słów pozwanego o próbowaniu przez powoda „szczęścia”, jakoś niebezpiecznie kojarzy mi się z naigrywaniem, czy wręcz napiętnowaniem postawy jednej ze stron.

Co dalej? Dalej mamy np. takie fragmenty (teraz bez wstępów już i szerszych wyjaśnień będę wstawiał cytaty i moje do nich komentarze):

W stosunkach między stronami z pewnością nie miało miejsca utrudnianie przez pozwanego dostępu powoda do rynku. Powód mógł swobodnie zawierać umowy z innymi sklepami (św. B. twierdził, że […] współpracował ze wszystkimi większymi sieciami handlowymi) i dyktować im swoje warunki, a swoją markę osiągnął m.in. dzięki staraniom pozwanego. Działania pozwanego przynosiły korzyść obu stronom.

To jedyny fragment uzasadnienia, gdzie sąd w jakiś sposób wyjaśnia pojęcie utrudniania dostępu do rynku. Cała reszta to rozważania teoretyczne (o czym poniżej). Nie bardzo też wiadomo, skąd uznanie, że „działania pozwanego przynosiły korzyść obu stronom”, bo ta teza kończy się wraz z postawioną na końcu kropką

Ustalanie wysokości opłaty za poszczególne usługi jako procent od obrotu niekoniecznie świadczy o pobieraniu nienależnych opłat; po prostu w dużych sieciach handlowych taki sposób ustalania ceny jest łatwiejszy i często stosowany.  

Wydaje się, że większość czynów nieuczciwej konkurencji jest „łatwiejsza” w stosowaniu, a w niektórych kręgach nawet całkiem częsta, co nie znaczy, że należy ją usprawiedliwiać. A bardziej serio, ustalenie opłat jako procentu od obrotu sugeruje wprost, że mamy do czynienia z opłatą zakazaną, bo odnoszącą się sztywno do całej gamy produktów, okresów sprzedaży, upodobań klientów, etc. Innymi słowy, opłaty mogą być pobierane wtedy kiedy są ekwiwalentne, co znaczy że są dopierane )pobierane) pod konkretne działania, pod konkretne towary i usługi, w konkretnym czasie, itd.

Trudno nie przyznać racji pozwanemu twierdzącemu, że jego działalność gospodarcza nie polega wyłącznie na zakupie od dostawców i dalszej odsprzedaży towarów, lecz także na świadczeniu usług, których celem jest zwiększenie sprzedaży. Ten element leży tylko pozornie jedynie w interesie pozwanego. Faktycznie zwiększenie sprzedaży przez pozwanego przekłada się na zwiększenie popytu na towar powoda, co oznacza rozszerzenie przez niego produkcji i osiąganie większych zysków.

Ale to robi każdy sprzedawca (odsprzedawca). Może więc wszyscy mogliby stosować opłaty półkowe (najlepiej ustalone sztywno od obrotu). Tylko ciekawe komu się to rzeczywiście uda „narzucić” dostawcom?

„Najlepszy” jest jednak fragment uzasadnienia, który rozpoczyna się na stornie 18, a kończy na 25. Cytat, którego nie bardzo mogę tu przytoczyć ze względu na objętość, ale przede wszystkim cytat, który jest tak naprawdę … jednym wielkim cytatem. Na wszystkich tych stronach, niemal „ciurkiem” przywołane są całe ustępy z komentarza M. Zdyb (red.), M. Sieradzka (red.), A. Michalak, M. Mioduszewski, J. Raglewski, J. Rasiewicz, J. Sroczyński, M. Szydło, M. Wyrwiński (choć bez podania stron, roku wydania, etc.). Co więcej, w kilku miejscach cytaty są dokładnie takie same. Tzn. np. na stronie 20-21, jest napisane jota w jotę to, co na stronie 24-25…

Jak czytam ten jeden wielki cytat, to nieodparcie przychodzi mi na myśl akcja HFPCz, która wystosowała swego czasu apel dotyczący kopiowania treści uzasadnień. Nie wiem czy Helińska Fundacja I Krajowa Rada Sądownictwa zajmowały się też takim przypadkiem, ale wydaje mi się, że nie do końca w porządku jest, gdy zamiast konkretnych wskazań, przywołania dowodów, tłumaczeń, wyjaśnień itp. opisów, odnoszących się do konkretnego stanu faktycznego otrzymywać teoretyczne rozważania i to jeszcze fragmentarycznie wybrane w komentarzy prawniczych, miast z bardzo bogatego dorobku orzecznictwa.

Dlatego przedmiotowego orzeczenia nie rozumiem…

————–

Zdjęcie we wpisie pt. Shopping supermarket, autor: Leon Brooks

Możliwość komentowania jest wyłączona.

« »