Na pomoc Michałowi Rusinkowi, czyli o publikacji zdjęć drobnych złodziejaszków

Kilka dni temu głośnym echem odbiła się „akcja” Pana Michała Rusinka, który w jednym z portali społecznościowych opublikował wizerunki (domniemanych?) złodziei, którzy mieli go okraść w krakowskiej knajpie. Samo zachowanie tego typu nie jest niczym nowym, każdy z nas zapewne kojarzy podobne przypadki, a krótki „przegląd internetu” pokazuje nam sporo wyników wyszukiwania sytuacji, w których (najczęściej chodziło o okradanych właścicieli sklepów), umieszczali w internecie, czy w swoim sklepie wizerunki osób, które miały dokonać mniejszych czy większych kradzieży. Taki przypadek mieliśmy choćby w Lublinie,WrocławiuBełchatowieZambrowie, czy Katowicach.

 

Przypadek sekretarza zmarłej noblistki jest jednak o tyle wyjątkowy, że właśnie dokonała tego czynu osoba w jakiś sposób znana i nawet można rzecz: popularna, po drugie nie dotyczyło to okradzionego sklepikarza, czy innego przedsiębiorcy, ale „osoby prywatnej”, a po trzecie, okraszone zostały komentarzami osób i instytucji legitymujących się pewnym autorytetem, przy czym wypowiedzi te były dość krytyczne dla dokonującego „samowolnej” publikacji. Przykładowo, Pani Małgorzata Kałużyńska-Jasak z biura Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych, w odpowiedzi opublikowanej w portalu natemat.pl podała, iż „Brak jest bowiem podstaw – w obowiązujących przepisach prawa – do podawania do wiadomości publicznej informacji przesądzającej o tym, że ktoś jest złodziejem, tym bardziej, że wobec tych osób organy ścigania w ogóle nie podjęły postępowania” oraz „Ponadto podmiot czy osoba, decydując się na upublicznienie tego typu informacji musi liczyć się z, określonymi w przepisach prawa, konsekwencjami, pomimo, że jest poszkodowana. W rezultacie to pokrzywdzony może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych złodzieja”.

Takie podejście nie jest wyjątkowe. Ba, podobne zdanie miał wyrazić ex-szef Policji i ex-szef MSWiA Adam Rapackimec. Leszek Piotrowskimec. Dariusz Krupa, czy też mec. Jacek Dubois. Ja natomiast całkowicie się z tym nie zgadzam, wobec czego jest to idealny temat na tego niepokornego bloga.

Oczywiście, nie jestem jedynym, który widzi absurdalność ochrony złodzieja. W tym samym materiale, w którym wypowiada się wspomniany mec. Dubois odmienne stanowisko prezentuje prof. Piotr Kruszyński. Ten sam prawnik, znany z często „normalnego” podejścia do prawa wypowiada się w tym temacie także tam, gdzie przywołana jest wypowiedź mec. Piotrowskiego i także tam prof. Kruszyński podaje, że pokrzywdzonym (przez złodziei) trzeba pomóc i chronić ich przed ewentualnymi roszczeniami tychże łotrów i łotrzyków. Pytanie jednak jak?

Pan profesor nigdzie bowiem tego wprost nie wyjaśnia. Choć więc jego „niezgoda” jest słuszna, to jest jednak mało konkretna, samo bowiem powołanie się na „działanie w sytuacji wyższej konieczności” niewiele wyjaśnia. Niestety, także i inne wypowiedzi znalezione w literaturze nic w tym zakresie nie wnoszą lub poprzestają na ogólnikach. Jedynym chyba znanym mi komentarzem, który w tej kwestii w ogóle się wypowiada to komentarz , gdzie prof. Ryszard Markiewicz stwierdza taką oto rzecz: „istnieją podstawy rozpowszechniania wizerunku, pomimo iż brak ku temu podstaw w treści art. 81 ust. 2. Chodzi tu np. o działanie w imię uzasadnionego interesu społecznego w sytuacjach nieuwzględnionych w wymienionym przepisie. Podstawą uchylenia bezprawności jest wówczas art. 5 k.c.; podobne oceny odnoszą się do karykatury traktowanej jako wizerunek” (Komentarz do art. 81 [w:] Barta J. (red.), Markiewicz R. (red.), Czajkowska-Dąbrowska M., Ćwiąkalski Z., Felchner K., Traple E., Prawo autorskie i prawa pokrewne. Komentarz, LEX, 2011).

To już jest coś bardziej konkretnego, choć nie do końca wydaje mi się właściwe stwierdzenie, że art. 5 kc może uchylać bezprawność, bo to raczej działanie złodzieja w takiej sytuacji – wobec treści tego artykułu – może zostać uznane za bezprawne, a tym samym nieskuteczne (przypomnę, że artykuł ten brzmi następująco: „Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony”).

Społeczno-gospodarcze przeznaczenie prawa to spory anachronizm, a razem z zasadami współżycia społecznego temat rzeka. Obrona wyłącznie na tej podstawie, choć nie jest niemożliwa, byłaby bardzo trudna. Dlatego trzeba szukać dalej, przy czym wg mnie najlepszą odpowiedź przynosi wspaniała monografia Justyny Balcarczyk pt. Prawo do wizerunku i jego komercjalizacja. Studium cywilnoprawne, Wolters Kluwer Polska 2009, ss. 393.

Tam to właśnie Autorka wymienia przypadki, w których możliwa jest publikacja cudzego wizerunku, przy czym prócz tak oczywistych rzeczy jak zgoda uprawnionego, możemy znaleźć „działanie w ramach porządku prawnego” oraz działanie w ramach „uzasadnionego interesu”.

W tym pierwszym przypadku mieści się przewidziane w prawie prasowym (art. 13) uprawnienie do publikacji wizerunku osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, o ile wyrazi na to zgodę sąd lub prokurator i o ile  przemawia za tym ważny interes społeczny.

Regulacja ta jest jednak w mojej opinii często błędnie wykorzystywana przez „obrońców” złodziei, przyznających im prawa do zakazania publikacji ich wizerunków. Twierdzą bowiem, ci obrońcy, że no tak, można opublikować  wizerunek przestępcy, nawet przed wyrokiem skazującym, ale tylko wtedy jak zgodzi się sąd/prokurator, tylko jeśli mamy postępowanie sądowe lub chociaż przygotowawcze i tylko jak przemawia za tym ważny interes społeczny. A przypadku Pana Michała Rusinka i jemu podobnych nie mamy żadnej z tych rzeczy (postępowanie przygotowawcze jeszcze się nie rozpoczęło, żaden organ nie wyraził zgody na publikację, a sam Pan Rusinek nie może oceniać, czy zachodzi ważny interes społeczny – w tym ostatnim aspekcie por. m.in. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 marca 2008r., IV CSK 474/07).

Ale, ale … Problem w tym, że owi „obrońcy” nie zauważają, że prócz „działania w ramach porządku prawnego” jest jeszcze wspomniane działanie w ramach „uzasadnionego interesu”. To oczywiście swoisty „kontratyp”, który wywoływał i będzie wywoływał spory doktrynalne, ale najważniejsze dla nas (i Pana Michała Rusinka) jest to, że został on zaaprobowany w orzecznictwie Sądu Najwyższego. Oto bowiem w wyroku z dnia 25 października 1976r. (IV CR 413/76) stwierdził on, że:

Nie narusza dobra osobistego opublikowanie w prasie zarzutów wysuniętych imiennie, zanim jeszcze uprawomocnił się skazujący wyrok. Wprawdzie dane ze śledztwa publikuje się bez podawania nazwisk osób, przeciwko którym śledztwo jest prowadzone, ale zasady tej nie stosuje się w odniesieniu do przestępstw szczególnie rażących i społecznie niebezpiecznych. Społeczeństwo bowiem powinno być możliwie wcześnie poinformowane (i ostrzeżone na przyszłość) o takim przestępstwie ze wszystkimi szczegółami. Obowiązkiem dziennikarza publikującego takie informacje jest ścisłe sprawdzenie danych.

Przy czym, co ważne, podobne podejście było obecne także w późniejszych orzeczeniach, nawet tych, wydanych po wejściu w życie ustawy Prawo prasowe, czyli w istocie rozszerzało ono treść wyłączenia z art. 13 Prawa prasowego. Tak przede wszystkim wyrok Sądu Najwyższego z dnia 24 maja 1989r. (I CR 231/89), gdzie wskazano, że: 

Autor reportażu piętnującego – w interesie społecznym zachowanie się osoby, która narusza podstawowe prawa człowieka zagwarantowane w Konstytucji i chronione przepisami kodeksu karnego (jak np. prawo uczestniczenia w niezakłócony sposób w obrzędach religijnych), nie narusza – wobec braku bezprawności – czci tej osoby, jeżeli nawet wymienia imię i nazwisko tej osoby działającej publicznie, w obecności licznego grona osób.

Wprawdzie podane orzeczenia odnoszą się do danych osobowych w postaci imienia i nazwiska, jednak mutatis mutandis winny one obejmować także prawo do wizerunku. Podobnie jak to, że publikacja artykułu (wizerunku) na portalu społecznościowym, jeśli spełnia te same cele co prasa (informacja, ostrzeżenie, piętnowanie nagannych zachować, ochrona mieszkańców, etc.), winna umieszczać autora takiej publikacja w ramach opisywanego „kontratypu”, nawet jeśli nie jest on dziennikarzem w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.

Ostatecznie jednak, najważniejsze jest to, czy złodziej okaże się złodziejem. Jeśli bowiem opublikujemy wizerunek kogoś, kogo posądzimy o kradzież, a ta nie zostanie wykazana dowodem prawdy (albo w ramach skazania tej osoby wyrokiem prawomocnym albo w ramach ewentualnego procesu o naruszenie dóbr osobistych właśnie), nie spełni się warunek działania w ramach „uzasadnionego interesu”. Jeśli jednak mamy 100% pewność, że złodziej to złodziej, że na zdjęciu, czy filmie który upubliczniamy widać moment kradzieży, czy innego przestępstwa bądź w podobnego wykroczenia, to jesteśmy „kryci”. Rozpowszechnienie takiego wizerunku jest bowiem w takiej sytuacji dokonywane, jak to zaznaczyłem już powyżej, w celu ostrzeżenia innych mieszkańców, w celu ochrony własnych interesów, w tym także dóbr osobistych, ma za zadanie przeciwdziałać niemocy obrony przeciwko drobnej przestępczości, etc. Zważywszy też, jak dużo jest tego rodzaju przypadków i jak niska skuteczność Policji w ściganiu tego typu zdarzeń, jest to też obywatelskie (dziennikarskie?) działanie w zakresie zjawiska o dużym zainteresowaniu społecznym, wpływającym na ważne uczucie bezpieczeństwa współobywateli.

Tak czy inaczej, ja bym się takiej obrony chętnie podjął, o ile jakiś odważny złodziej zdecydowałby się pozywać pokrzywdzonego jego występkiem. Jeśli chodzi o Pana Michała Rusinka, to dla niego zrobiłbym to gratis. Gdyby się zgłosił;)

 

 

 

 

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.

« »