Nie trzeba płacić organizacjom zbiorowego zarządzania

Tytuł postu jest oczywiście pewną prowokacją, an którą można sobie pozwolić raczej tylko na blogu. Bardziej bowiem poprawnie byłoby oczywiście „nie zawsze trzeba płacić organizacjom zbiorowego zarządzania (ozz)”, czy jakoś tak podobnie, ale wówczas nie byłoby to tak interesujące. Tak czy inaczej, czy zawsze czy nie zawsze trzeba płacić, to temat opłat dla ozz jest zawsze aktualny, więc dobrze czasem do niego wrócić.

Na tym blogu ZAIKS’om różnorakim poświęciłem trochę miejsca, do dziś stosunkowo „popularne” są moje wpisy sprzed 6 (już) lat (pierwszy i nieco późniejszy), które do dziś są jakoś tam czytane i co jakiś czas ktoś się odzywa, żebym coś więcej powiedział, napisał, etc. Zresztą to samo jest u moich klientów, którzy co chwilę pragną gdzieś zaoszczędzić, no a po co płacić za muzykę, skoro „płacę już za radio” (itp.). W każdym razie, dla tych którzy się cały czas zmagają z tym problemem, tak od strony praktycznej jak i prawnej, warto wskazać stosunkowo niedawny judykat Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 13 kwietnia 2012r., sygn. I ACa 129/12, wydany w składzie: SSA Roman Sugier, SA Piotr Wójtowicz, SA Lucyna Świderska-Pilis (spr.).

Stan faktyczny przedmiotowego sporu, w którym jedna z ozz domagała się zapłaty zaległych tantiem był stosunkowo prosty. Otóż pozwany (p. MZ), prowadził gdzieś pod  Częstochową, na drodze z Katowic do Warszawy zajazd (z 32 miejscami „na sali konsumpcyjnej”, na której to – jak później miał stwierdzić Sąd Okręgowy w Częstochowie – „odtwarzane były utwory muzyczne, w ramach wyświetlanych w telewizyjnych kanałach informacyjnych reklam”). Zajazd prowadził dość długo, przy czym w roku 2004 zawarł umowę licencyjną z ową ozz, ale po roku zmienił zdanie i umowę rozwiązał, mało tego, nie zamierzał podpisać nowej, wobec czego po 5 latach prób ozz skierowała sprawę do sądu, domagając się zapłaty około 10.000zł.

Sąd Okręgowy w Częstochowie wydał nakaz zapłaty, uwzględniający żądania ozz w pełni. Pan MZ złożył sprzeciw, gdzie wskazał m.in., że powód chce „wyłudzić od niego pieniądze”, ale niewiele uzyskał, gdyż tenże Sąd Okręgowy zasądził od niego kwotę niemal identyczną z treścią nakazu zapłaty (nieznacznie tylko niższą). Wobec czego pozostała jeszcze apelacja, która została prawidłowo wniesiona, z czego i my tutaj także korzystamy, ale przede wszystkim skorzystał na tym pozwany, gdyż sąd apelacyjny powództwo ozz oddalił i zasądził na rzecz Pana MZ koszty procesu.

I w tym momencie wypada przejść do kwestii nas najbardziej interesujących, czyli motywów takiego a nie innego rozstrzygnięcia sądu. Myślę, że najlepiej będzie, gdy przytoczę tu odpowiednie fragmenty uzasadnienia, przerywając je co najwyżej od czasu do czasu własnymi komentarzami. I tak:

Uregulowanie art. 24 ust.2 upapp wprowadza ograniczenie prawa twórcy do wynagrodzenia, zezwalając posiadaczom urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego ( do 31 grudnia 2002 r. do odbioru dźwięku lub dźwięku i obrazu- ustawa z 28 października 2002 r. o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych Dz U Nr 197, poz. 1662) do odbierania za ich pomocą nadawanych utworów, choćby urządzenia te były umieszczone w miejscu ogólnie dostępnym, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych.

Wyjątek od tego ograniczenia wskazuje, że rozpowszechnianie utworów w sposób określony w powołanym przepisie nie może łączyć się z korzyścią majątkową. Ogólne sformułowanie „jeżeli nie łączy się z tym” (odbieraniem nadawanych utworów przez posiadaczy urządzeń, nawet gdy są one umieszczone w miejscu ogólnie dostępnym) przemawia za przyjęciem, że chodzi nie tylko o działalność zarobkową opartą na korzystaniu z programów radiowych i telewizyjnych, ale także gdy nie stanowi ono głównego elementu takiej działalności.

(…) w wyroku z dnia 28 września 2005 roku (I CK 164/05) Sąd Najwyższy wyraził pogląd iż sytuacje, w których odtwarzanie utworów muzycznych w ramach prowadzonej działalności gospodarczej nie będzie łączyć się z korzyściami majątkowymi dla odtwarzającego, powstają przede wszystkim wtedy, gdy klienci nie będą poddawani oddziaływaniu odbioru. Może tu chodzić przede wszystkim o małe powierzchnie handlowe, drobne zakłady usługowe, w których odtwarzanie służy zapełnieniu czasu personelowi. Odtwarzanie owych utworów na większych przestrzeniach handlowych, w których klient przebywa dłuższą chwilę, podlegają zakwalifikowaniu jako połączone z korzyściami majątkowymi. Na taką funkcję wskazuje zwłaszcza specjalne rozmieszczenie głośników do odbioru w salach obsługi klienta.

Jak już zostało podniesione pozwany nie wykazał owej (nawiasem mówiąc dość trudnej, bo negatywnej) przesłanki wyłączającej jego odpowiedzialność. Wprawdzie lokal pozwanego położony jest przy drodze krajowej (…) prowadzącej z K. do W. i główną jego klientelą zapewne są przejezdni, którzy podjeżdżają tam aby spożyć w takcie podróży posiłek, a nie spędzać czas przy dźwiękach muzyki, niemniej jednak przydrożnych zajazdów jest wiele, telewizor umiejscowiony jest w ten sposób, by oglądali go również klienci i wpływa na ogólny klimat lokalu, który jest przyczyną wyboru przez podróżnego tego, a nie innego zajazdu.

No cóż, do pewnego momentu jest to spójne i przekonujące, tym bardziej że oparte na dośc powszechnych poglądach orzecznictwa. Ale ostatni akapit nieco to wszystko burzy. Brawo dla sądu za dostrzeżenie, że wykazanie negatywnej przesłanki w postaci braku osiągania korzyści jest „dość trudne”. Po mojemu najczęściej jest „niemal niemożliwe”, ale nawet gdyby były tylko „dość trudne” to sąd powinien wyciągnąć z tego jakieś dalsze konsekwencje, niż tylko wyrażenie współczucia dla strony.

Tum bardziej jeszcze, że ostatnie z zacytowanych zdań nie tylko że nie ułatwia tej „dość trudnej” sytuacji, ale czyni ją wręcz beznadziejną. No bo jak dyskutować z poglądem, że telewizor w lokalu jest „przyczyną wyboru przez podróżnego tego, a nie innego zajazdu”. Czy ktoś widział podróżujących drogą krajową, którzy szukają miejsca do postoju tylko tam gdzie będzie telewizor? Może zakładają, że wszędzie jest telewizor, ale przecież nikt nie szuka specjalnie tylko zajazdów z TV. No i skąd podróżny ma wiedzieć, czy odbiornik jest czy go nie ma, bo wydaje mi się, że jak podróżny jest w stanie coś zauważyć na drodze, to najwyżej nazwę zajazdu, a nie to czy jest tam telewizor….

Ale ciekawiej jest dalej i to ta dalsza część może pomóc tym, których „ściągnął” tu temat postu.

Jak wskazał pełnomocnik powoda Stowarzyszenie (…) chroni kompozytorów oraz autorów teksów utworów muzycznych. Tymczasem, co wynika z zeznań świadków nadawane były jedynie programy informacyjne, filmy (praw twórców filmów chroni inne stowarzyszenie) programy publicystyczne, oraz program rozrywkowy „(…)”. Oczywistą rzeczą jest, iż nadawanie programów informacyjnych, czy publicystycznych nie podlega ochronie powoda.

To tylko na marginesie jeszcze, ale czy na pewno programy informacyjne i publicystyczne nie podlegają ochronie?

Przyczyną uwzględnienia przez Sąd pierwszej instancji powództwa był powszechnie znany fakt, iż wszelkie programy telewizyjne przerywane są blokami reklamowymi, w których często nadawane są podkłady muzyczne. (…)  Oczywistą rzeczą jest, iż twórca za wykorzystanie jego utworu w reklamie uzyskał umówione honorarium.

Kwestią, nad którą pochylił się Sąd Apelacyjny było rozważenie, czy autorowi tekstu lub muzyki należy się jeszcze dodatkowe wynagrodzenie za upublicznianie jego utworu w ramach reklamy. I w tym właśnie miejscu istnieje zbieżność z pierwszą omówioną już przesłanką, a mianowicie osiąganiem korzyści majątkowych przez właściciela lokalu kosztem twórcy (art. 24 ust 2 upapp). O ile bowiem nadawanie ciekawych programów telewizyjnych może wpływać na klientelę i wiązać się z osiąganiem korzyści majątkowych, o tyle nadawanie reklam, czy też oglądanie reklam nie stanowi rzeczy uatrakcyjniającej dany lokal. Powszechnie wiadomą rzeczą jest bowiem to, iż reklamy stanowią źródło finansowania danej stacji radiowej i telewizyjnej i same w sobie (przynajmniej dla większości społeczeństwa) nie są przyczyną oglądalności danej stacji. Jeśli chodzi o odbiór społeczny reklam zaryzykować można nawet twierdzenie, iż są one dla odbiorców niejednokrotnie rzeczą uprzykrzającą i zniechęcającą do oglądania danego programu.

Reasumując powyższe wywody Sąd Apelacyjny uważa, iż nadawanie utworów muzycznych w ramach reklam, nie wiąże się z uzyskiwaniem korzyści majątkowych, stąd naliczenie kary tylko na tej podstawie uznać należało za nieuprawnione.

Ta ostatnie część uzasadnienia zasługuje na pełną aprobatę, tylko jak czytam to po raz kolejny, to wydaje mi się, jeszcze bardziej wyraźnie, że także pierwsza część uzasadnienia mogłaby wyglądać tak samo. Raz jeszcze do tego wrócę, ale nie do końca wiem gdzie leży granica, między zachętą a zniechęceniem. No bo, z jednej strony „wiemy” że właściciele przydrożnych zajazdów korcą i kuszą przejezdnych swoimi telewizorami, żeby ich odwiedzili, a z drugiej strony owi przejezdni pełni są obaw, czy nie będą dręczeni oglądaniem reklam. To jak to jest w końcu???

Treść orzeczenia dostępna na portalu orzeczenia.ms.gov.pl.

Na zdjęciu odbiornik telewizyjny w przydrożnym zajeździe…. (zdjęcie ceridven, za geograph.org.uk).

Możliwość komentowania jest wyłączona.

« »