O ludziach, pisaniu i prawie autorskim

Mam dużo szczęścia do ludzi. Mam wspaniałą rodzinę, prawdziwych przyjaciół, sporo dobrych znajomych. W ogromnej większości, to ludzie spoza „branży”, ale także i tutaj muszę przyznać, że to szczęście zawsze mi jakoś dopisywało i – odpukać – nadal dopisuje.

Przy czym, część osób, które spotkałem i których znajomość (a czasem nawet coś więcej) bardzo sobie cenię, dobry Pan Bóg (czy jak kto woli – los) postawił na mojej drodze, a moją rolą było to tylko (lub aż) by tego nie zepsuć. Do tej grupy mogę pewnie zaliczyć osoby poznane na studiach, czy na aplikacji, poczynając od Grzesia Pobożniaka, przez Piotrka Wasilewskiego i Kubę Chwalbę (ale też całe nasze „koło IP”, z Asią Karczewską i Darkiem Czuchajem na czele), po takie tuzy jak prof. Ewa Nowińska.

Ale wiele razy moje drogi przecięły się z innymi osobami (nie umniejszając ewentualnej ingerencji boskiej) dzięki jakimś moim dziwnym próbom nawiązania kontaktu, wysłania maila, czy podejścia do rozmowy, na jakieś konferencji, czy innymi spotkaniu.

fot. Rafał Nowak

fot. Rafał Nowak

Tak było przede wszystkim z Tomkiem Rychlickim, którego nawet nie widziałem na oczy, a który prowadził jeden z lepszych blogów o własności intelektualnej. I ja, ni z gruszki, ni z pietruszki napisałem kiedyś do niego i tak zaczęliśmy coś pisać, aż dziś mogę powiedzieć, że to moja najbardziej pokrewna (choć rogata) prawniczo (i nie tylko) dusza, z którą robię najlepsze rzeczy od znaków towarowych po prawo autorskie, jakie mógłbym sobie wyobrazić.

Tak było też z Arkadiuszem Radwanem, który też nie znając mnie kompletnie, zdecydował się pomóc mi w projekcie, który ostatecznie nie do końca wypalił, ale później, pewnie dzięki temu, trochę mnie wciągnął Instytut Allerhanda, gdzie też udało się zrobić kilka ciekawych rzeczy, a tym bardziej poznać ciekawych ludzi (z którymi, przynajmniej niektórymi, też udało mi się nawiązać nieoczywiste i intelektualnie rozwijające relacje, by wspomnieć tylko Igę Bałos – o której będzie jeszcze dalej, czy Olę Suwałę).

Tak też, wreszcie, było z Arkiem Michalakiem, do którego napisałem, jak zwykle, ni stąd nie zowąd, jako nieopierzony jeszcze aplikant, a chyba nawet nie doktorant, że chciałbym się jakoś zaangażować w tworzoną przez niego Szkołę Prawa Własności Intelektualnej im. H. Grocjusza. I do dziś dnia nie wiem, dlaczego Arek się na to zgodził. W każdym razie, przez wiele lat to była piękna przygoda, rozwijająca i dająca dużo satysfakcji  (zwłaszcza w latach, gdy otrzymywałem bardzo pozytywne oceny od słuchaczy). Później to zaangażowanie niestety trochę się zmieniło, a ja uznałem, że trochę inne rzeczy są mi potrzebne, ale znajomość z Arkiem pozostała i chęć współpracy z nim niespecjalnie się zmniejszyła. I stąd pewnie, mimo że nie prowadziłem i nie prowadzę już zajęć w ramach IPCENTRUM, Arek zaproponował mi udział w pisaniu komentarza do prawa autorskiego.

No i do tego właśnie był mi też trochę potrzebny ten przydługi wstęp, bo to o komentarzu chcę napisać zwłaszcza słów kilka. Zaczynając od początku, czyli pytania Arka sprzed … (hmmm, nawet nie wiem jak dawno temu to było, ale pewnie między dwa a trzy lata temu), to oczywiście pierwsza myśl była zgoda z postanowieniem postawionym sobie po doktoracie, a więc: nic więcej nie robię, a tym bardziej nie piszę. Ale że postanowienie to zostało kilka razy złamane, Arek to Arek, a komentarz to jednak komentarz, to oczywiście i tym razem się złamałem (ale teraz na pewno już po raz ostatni).

Wszystko to jak widać zajęło trochę czasu. Już się przyzwyczaiłem, że pisanie i wydawanie nie dzieją się od razu, tym bardziej więc w przypadku takiego projektu, gdzie wydarzają się (i wydarzały) takie rzeczy jak konieczność zmiany autorów, rozmowy z wydawnictwem, zmiany prawa, etc.

Jeśli chodzi o samo pisanie, to mimo że coś tam udało mi się dotychczas popełnić i wydać, to była to tym razem całkowicie inna praca i inne doświadczenia. Przede wszystkim, nikt mnie dotychczas, tak jak Arek, nie korygował i nie ukierunkowywał na pisanie. Do tej pory raczej moje teksty były „zawadiacko-problematyczne”, że się tak wyrażę, raczej szukające dziury w całym, albo (czasem, wcale nierzadko), próbujące, nawet na siłę, przeforsować jakiś kontrowersyjny pogląd czy podejście (z którym sam, zdarzało się, nie do końca się zgadzałem), tylko po to, by pokazać inny pogląd, może zacząć jakąś dyskusję, itd.

No a tu musiałem, na ile to możliwe, być konkretny, raczej relacjonujący, niż polemiczny, itd. Jeśli to się udało (mam nadzieję), to duża w tym zasługa Arka. Co prawda, żałuję i będę żałował, że nie ma ostatecznie wielu rzeczy, które chciałbym, by znalazły się w komentarzu, ale tak to musi wyglądać. To zresztą taka prawda, którą niby już wiedziałem wcześniej, ale która stała się w 100% prawdziwa teraz – jak zaczynałem przygodę z prawem, to zawsze się denerwowałem, że każdy komentarz kończy się tam, gdzie zaczynają się prawdziwe problemy. Niestety jednak, tak trochę musi być i znacznej części problemów trzeba szukać ew. w Systemie jak coś, a najczęściej w szczegółowych monografiach, czy innych, bardziej problematycznych publikacjach.

Nie znaczy to jednak, że ten komentarz nie jest potrzebny. Myślę (mam nadzieję – oceniając to z perspektywy nie tyle nawet mojego wkładu, co bardziej pracy redaktorskiej Arka, zakładając, że podobna była w stosunku do pozostałych Autorów), że ten komentarz będzie solidnym i (na tę chwilę) najbardziej aktualnym punktem wyjścia dla tych, którzy może nie specjalizują się wyłącznie w prawie autorskim, ale mają coś do czynienia z prawem własności intelektualnej, choćby wpadkowo. Komentarz jest bowiem pisany raczej w sposób przystępny, w miarę uproszczonym językiem (bez żargonu akademickiego), co jednak nie umniejsza, wg mnie, jego merytorycznej zawartości. Do tego sporo przykładów, dużo przydatnych orzeczeń, praktycznych wskazań, etc. W sumie, to może nawet Ci, którzy bardziej parają się prawem IP, znajdą tam interesujące ich rzeczy, wskazówki, czy choćby ślady.

Dodam przy tym jeszcze, że nie przeczytałem całego komentarza (egzemplarze autorskie dotarły ledwie w piątek), ale jestem przekonany, że

(niezależnie od pracy redaktorskiej Arka), będzie się to świetnie czytało (korzystało z tego) z uwagi na wspaniałych współautorów, spośród których wyróżnić muszę rzecz jasna przede wszystkim tych, których (wracając do początku tego wpisu), miałem przyjemność bliżej poznać, na czele z wybitnymi adwokatami i niezwykle sympatycznymi ludźmi, czyli Krzysztofem Czyżewskim i Maćkiem Kubiakiem, a także nieokiełznanym (w dobrym tego słowa znaczeniu) Konradem Gliścińskim (potrafiącym jednak w pełni zachować precyzyjność i trafność swoich sądów) oraz teoretycznie najbardziej chyba „zakademizowaną”, choć stąpającą twardo po praktycznej ścieżce Igą Bałos. Dziękuję Wam, jak i pozostałym Autorom (z którymi miałem dotychczas mniejszy kontakt, ale miejmy nadzieję, że i to ulegnie zmianie), za tę wspaniałą współprzygodę z Wami. To wielki zaszczyt i przyjemność widnieć z Wami na okładce komentarza do prawa autorskiego, jakby nie było.

 

No ale koniec końców, niech to wszystko ocenią inni. Mam jedynie nadzieję, że nie popełniłem jakiś poważniejszych błędów. Komentarz można już nabyć w księgarniach.

 

 

 

Możliwość komentowania jest wyłączona.

«