Odpowiedzialność karna administratorów portali internetowych

Prawo karne nie często gości na tym blogu, bo ani się na tym specjalnie znam, ani w pracy mi to nie jest szczególnie potrzebne, ani nawet – choć ostatnio zgłaszają się różni chętni – w procesach karnych bronić nie mogę (proszę się zgłaszać do adwokatów). Ale że wyjątek potwierdza regułę, to dziś trochę mniej cywilistycznie, co nie znaczy że nie może to zainteresować Czytelników, zwłaszcza tych, kierujących swą uwagę na świadczenie usług droga elektroniczną.

Powodem do napisania tego postu jest artykuł, jaki przeczytałem w dostarczanym mi regularnie czasopiśmie Radca Prawny, za którym to periodykiem nieszczególnie przepadam, ale czasem trafi się tam coś ciekawego (znów wyjątek od reguły). I tak, tym razem, moją uwagę ściągnął tekst zatytułowany „Odpowiedzialność prawno-karna za negatywne treści wyrażone w internecie”, autorstwa dr Małgorzaty Marciniak i dr. Jarosława Marciniaka (nota bene chyba bohaterów tych doniesień, ale nie powinno mieć to wpływu na recepcję publikacji).

Nie będę ukrywał, że moja uwaga została przyciągnięta cytowaniem … moich publikacji, co zawsze poprawia humor, ale jak się okazało, omawiany tekst ma tez inne walory. Przede wszystkim więc, koresponduje on nieco z czymś, co swego czasu stworzyliśmy z Piotrkiem Wasilewskim, choć niektórzy myśleli, że piszemy o pełnomocnictwie. Tymczasem tak my (z Piotrem), jak i pp. Marciniak, uwagę skupiają na aspekcie pomocnictwa, choć ci ostatni – co oczywiste z uwagi na wstęp – na jego wersji, przewidzianej w kodeksie karnym.

I tak, po opisaniu pomocnictwa jako takiego, konstrukcji zjawiskowych, etc., Autorzy wskazują, że pomocnikiem do przestępstwa zniesławienia lub znieważenia innej osoby poprzez wpis na forum internetowym, może być administrator tego forum, który dostarcza narzędzie (serwer), za pomocą którego możliwe jest dokonanie przestępstwa. Ale ponieważ pomocnictwo wymaga umyślności, to warunkiem odpowiedzialności będzie „świadomość bezprawnego charakteru danych lub związanej z nimi działalności i zaniechanie ich usunięcia zanim dojdzie do ich upublicznienia”.

Zostawmy tę tezę teraz, bo ciekawsze jest dalej. Otóż, co jeśli świadomości nie było „przed upublicznieniem”, a zaistniała ona później (tu dochodzimy do kochanego urzędowego zawiadomienia i wiarygodnej wiadomości)? Na takie pytanie, pp. Marciniak odpowiadają: „wydaje się, że niezastosowanie się przez administratora (…) do nakazu usunięcia treści bezprawnych (…) nie będzie skutkowało odpowiedzialnością karną. Brak bowiem (…) norm sankcjonujących takie zachowanie”. I dalej (tu już pozwalam sobie na dłuższy cytat, szczególnie dla tych – jak ja – mniej biegłych w prawie karnym):

Odmowa usunięcia bezprawnych danych lub związanej z nimi działalności po ich upublicznieniu, nie będzie wyczerpywała znamion pomocnictwa do przestępstwa zniesławienia (znieważenia). Wniosek taki uzasadniony jest tym, że do popełnienia wymienionych przestępstw dochodzi w momencie zamieszczenia bezprawnego tekstu na stronie internetowej. Administrator, który nie usuwa takich danych, nawet pomimo nabycia wiedzy o ich bezprawnym charakterze, nie staje się pomocnikiem, ponieważ do popełnienia czynu zabronionego już doszło. Nie można bowiem pomagać w popełnieniu czynu zabronionego, który został już ukończony. Zniesławienie nie jest bowiem przestępstwem trwałym polegającym na stworzeniu i utrzymywaniu stanu uznanego przez ustawę za bezprawny, w szczególności gdy dla utrzymywania tego stanu niezbędny jest stabilny akt woli sprawcy. Takim przestępstwem jest na przykład przestępstwo bezprawnego pozbawienia wolności określone wart. 189 k.k., które popełniane jest przez sprawcę aż do chwili uwolnienia ofiary. Stanu utrzymywania w sieci Internet umieszczonej tam przez sprawcę treści zniesławiającej ustawa nie uznaje za bezprawny. Oczywiście możliwe jest, że interesy pokrzywdzonego naruszane są tak długo, jak dlugo na portalu internetowym dostępna jest publicznie treść, która go zniesławia. Nie przesądza to jednak o trwałości przestępstwa, ale jedynie o możliwości zakwalifikowania go jako „przestępstwa o skutkach trwałych”. Ustawa nie penalizuje jednak utrzymywania jakiegokolwiek bezprawnego stanu, jako że przestępstwo określone wart. 212 k.k. jest przestępstwem formalnym z narażenia, nie zaś przestępstwem skutkowym. Istnienie następstw przestępstwa, niebędących skutkiem w rozumieniu prawa karnego, w żaden sposób nie ma wpływu na ustalenia co do czasu popełnienia przestępstwa. Ustalenia powyższe przesądzają kwestię czasu popełnienia przestępstwa kwalifikowanego zniesławienia określonego wart. 212 § 2 k.k. Przestępstwo to – podobnie jak każde inne – popełnione jest wówczas, gdy sprawca swoim zachowaniem wyczerpie wszystkie znamiona określone w przepisie karnym. Chwilą popełnienia przestępstwa określonego wart. 212 § 2 k.k., polegającego na umieszczeniu w sieci Internet treści o charakterze zniesławiającym, jest zatem chwila dokonania danego wpisu.
Ciekawe, prawda? Problem jedynie w tym, że na podstawie takich tez i przemyśleń, Autorzy w podsumowaniu uznają, że to, że lege latis nie ma sankcji za takie zachowania to wcale nie jest dobry stan. No i proponują, żeby dopisać do ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną przepisu (uśude), według którego „Kto, w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej informacji o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę, umożliwia dostęp do tych danych, podlega karze….”.
No cóż, przy obecnym stanie prawnym i przy tym co wiemy na temat tego czym jest wiarygodna wiadomość (a wiemy niewiele, albo prawie nic), to taki postulat de lege ferenda grozić może naruszeniem zasady nullum crimen sine lege certa. Ale nawet jak uśude zmienią i znowelizują i będzie piękna procedura notice and takedown, to czy na pewno te kwestie winny być (dla administratora danych!) regulowane prawem karnym, które wszak ma stanowić ultima ratio?
Zdjęcie za Demotywatory.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

« »